Niczym pięta Achillesa

Smutne refleksje człowieka nachodzą w te przeklęte jesienno zimowe dni. Tyle tego całego szajsu dookoła, niepotrzebnego okrucieństwa, patologii i zła, że od samego patrzenia boli wzrok. Choć patrzenie przez różowe okulary również byłoby bolesne.

Ponad wszystko nie zamierzam się znieczulać


Szkoda mi ludzi, straconych przyjaźni, zmarnowanych szans i trochę żal uciekającego czasu. Nim się obejrzysz uświadamiasz sobie, że wcale nie jest go dostatecznie dużo, a na pewno jest go za mało. I nie, że produktywność. Nie, że projekt za projektem czy budowanie świata na nowo. Jest go za mało, żeby się cieszyć z tego co masz. Tak gonisz tego niedoścignionego króliczka, że nie wiesz jak dobra może być kawa. Poranek za oknem czy uśmiech kogoś kto sprawia, że jest ci cieplej. 

Lubię słowa bo są plastyczne i łatwe. W pisaniu. Papier także ten elektroniczny przyjmie wszystko. Trudne słowa. To te wypowiadane. Czasem z bólem i radością albo ze włzami w oczach. Najgorsze są chyba te niewypowiedziane

Powiedziałam i napisałam już wiele słów. Jedne splatały się w wiersze. Inne w teksty całkiem długie i całkiem z sensem. Takie na bloga i takie w zeszycie, którego nikt nigdy nie przeczyta. Pisałam też o tobie. To zaskakujące ile miejsca można poświęcić komuś kto tego miejsca nie ma dla ciebie wcale. Były wiersze. Zbyt nie moje i zbyt oburzające by mogły ujrzeć światło dzienne. Zbyt romantyczne i ckliwe by były moje. Twórczość napędzana tobą jest chorobą. 

Świadomość człowieka ze stali


Racjonalna do bólu. Wcale nie romantyczna, choć wciąż nieco oderwana od ziemi. Irytująca. Uzbrojona w arsenał złożony z sarkazmu i ironii. Obwarowana murem skrzętnie budowanym przez lata. Okraszona skurwielskim, szyderczym uśmieszkiem i zachowująca zimną krew nawet latem. Dokładnie taka. Dla reszty świata. Z jedną słabością. Choć wcale nie jedyną, która zupełnie bez powodu rozwala mury, pozbawia amunicji i odziera warstwy kryjące gdzieś głęboko na dnie, człowieczeństwo.

Niewypowiedziane


Racjonalne. Irracjonalne. Bolesne lub po prostu złe. Gdy masz w sobie drugie ja. To gorsze i mroczne, które chce dopiec i zadać ból, choć wie, że to niczego nie zmieni. Ani teraz ani nigdy. Każdy je ma, ale nie każdy z nim walczy. Czasem chcesz, żeby wygrało, ale coś z niewyjaśnionych przyczyn na to nie pozwala. Chcesz powiedzieć właściwie to moje życie jest pretty damn good nawet bez ciebie. Życie jest życiem i dlatego trzeba być przygotowanym na straty. Szkoda czasu na chodzenie na paluszkach. 

I zostaje tylko jedno wybrzmiewające w milczeniu pytanie czy i ty jesteś na nie przygotowany lub świadomy.

fot. unsplash.com


Brak komentarzy