List do dziurawego człowieka

Najtrudniej wytrzymać z samym sobą. Zostać sam na sam z własnymi myślami. Największym z lęków jest lęk przed samotnością. Jakby bycie z samym sobą było czymś złym. Piekłem.

Zatrzymaj się! Dokąd pędzisz? Bo pędzisz, ale ciągle bez celu i bez zastanowienia. Próbujesz czasem pozbyć się myśli, które sprawiają, że pod czaszką coś wybucha, choćby tylko na papier, choćby tylko dla siebie. Z łzami lub bez. Czy biegniesz, bo ktoś na ciebie czeka, zechce przytulić cię i pomilczeć z tobą albo wypłaci mentalnego plaskacza na przebudzenie? A może razem z tobą popłacze w deszczu?

Życie nas orze każdego dnia. Grunt to przeżyć je w miarę możliwości bez znieczulenia.

Wszyscy jesteśmy dziurawi. Na swój sposób. Albo z tym walczysz, albo temu ulegasz.

Widziałeś kiedyś wschód albo zachód słońca?

Tęsknię za wiosennym słońcem. Za ciepłym deszczem. Za sernikiem domowej roboty i przypadkowo pieczonym chlebem. Za zapachem konwalii i widokiem zieleni. Za malinami i malinową herbatą. Za łzami radości i wzruszenia. Za słowami – również tymi niewypowiedzianymi. Za strachem i radością. Za bólem i nieprzespanymi nocami. Za twoim słonecznym uśmiechem. Za budowaniem szałasów i chodzeniem po drzewach. Za wszystkim tym, co sprawia, że czuję się człowiekiem. Za wszystkim tym, co staje się krótką chwilą szczęścia. 

Lubię zapach kawy o poranku, czytać książkę, gdy leżę na trawie, i przebywać z ludźmi, wśród których nawet na końcu świata czuje się jak w domu. Bez względu na to, co cię spotkało, ile bólu już zniosłeś pamiętaj, że prawdziwe życie niesie z sobą ryzyko. Ryzyko, że znów zaboli. Ale jeśli nie robisz tego, co daje ci szczęście, nie robisz tego, czego naprawdę pragniesz lub jeśli jeszcze tego nie znalazłeś – nie żyjesz naprawdę. Trwasz w stanie zawieszenia. Bezpiecznym – bo znanym – i nic ponadto.

Pomyślisz, że nic nie wiem. Blogi są puste, a ich twórcy zadufani w sobie. Kocham wyjątkowych ludzi, przy których czuję się jak w domu i o których wiem, że zawsze przy mnie będą. I w sumie nic nie wiem o życiu, choć pochowałam i babcię (a właściwie dwie), którą się opiekowałam, i biologicznego ojca, którego ledwo znałam, a który odebrał sobie życie; choć moja najlepsza przyjaciółka jest przykuta do wózka; choć mam za sobą długi, kiepski związek, z którego wyciągnęłam wnioski, choć widziałam całkiem sporo patologii na tym pożal-się-boże-łez-padole.


Jednak jest coś, co różni mnie od ciebie: nie poddaję się, więc rusz swoje leniwe cztery litery i zacznij żyć. Bo nie chodzi o licytację, kto ma gorzej, lecz o to, by robić wszystko, co sprawi, że będziesz miał jak najlepsze TERAZ i JUTRO.

fot. unsplash.com

Brak komentarzy